Krótki, nieoczekiwany wyjazd. I chyba nikt nie chciał, żeby w takich okolicznościach się odbył. Ale Podlasie jak zwykle piękne. Rzadko bywamy tu wczesną wiosną i wiosenny wielki błękit Bugu jakoś nam się w pamięci nie zapisał; aż do teraz.

Tradycyjnie odwiedziliśmy piaszczyska w Kózkach, gdzie tylko co powołano rezerwat i w efekcie prawdopodobnie wszystko zarośnie w diabły… Ale na razie ogromne jałowce nadal pilnują, żeby czas płynął powoli, sporki kwitły spokojnie, a chrobotki chrobotały. W ramach pałętactwa bezcelowego zaliczyliśmy piękną drogę z kamieni polnych, wzruszyły nas przyjazne rowy przydrożne koło Korzeniówki D., obejrzeliśmy niewątpliwe szczodrzeńce  i wątpliwe kurhany w Cecelach i ogólne napawaliśmy się krajobrazem.

Wreszcie udało się też dotrzeć na Grabarkę, niezwykłe miejsce ciszy i krzyży. Drewniane, stare i nowe, mniej lub bardziej zszarzałe, niektóre porośnięte porostami, otaczające gęsto cerkiewkę na wierzchołku wzgórza, krzyże tworzą tam atmosferę poza czasem. Najlepszym dowodem, że ten kawałek świata istnieje w innym wymiarze, jest informacja na skrzynce pocztowej: listy tam odbiera się punktualnie co czwartek…

A potem trzeba już było zjeżdzać na południe.