Kolejna wyprawa do poznańskiej palmiarni, tym razem żeby nacieszyć oko zielonym w środku zimy. Jak zwykle ciekawie, chociaż paproci drzewiastych mniej, niż dwa lata temu. No i smętny był pusty zbiornik po wiktorii, pogrążonej chwilowo w śnie zimowym.

Ciekawe tylko, dlaczego przewodnik książkowy prowadzi dokładnie odwrotnie, niż strzałki kierunku zwiedzania? Ot, zagwozdka… Ogólnie środek na zimową bezchlorofilową depresję bardzo dobry, zwłaszcza w dzień tak zimny, że odmrażał uszy.

A i tak największe wrażenie zrobił wyłudzacz bilonu w postaci lejka…