Styczeń. Zima… Co prawda głównie szronem stoi, ale zima. Biało jest, a to się liczy.

Luty – śnieg! Prawdziwy, puchaty śnieg! I nawet leży!

Marzec… jakby zima stulecia, czy co? Mimo oczarów kwitnących na początku miesiąca.

Kwiecień – nazwa zobowiązuje

Majowe szaleństwo kwiatów

Czerwiec – zaczynają się upały

Sierpień. Przy okazji jednego z huraganów połamało starą brzozę, jak się okazało z barcią pszczół. Widok plastrów, pszczół próbujących ratować, co się da, kręcących się w słońcu w nagle powstałej plamie światła był niezwykły. Niestety – brak aparatu. Następnego dnia wszystko było zalane pianką monterską…

Listopad – jeszcze resztki kolorów, ale melancholia już wyłazi spod krzaków