Przygoda z platanami nadal trwa i sprawia nam coraz większą przyjemność.

18 stycznia 2015

Tak sobie dla inauguracji sezonu platanowego podskoczyliśmy do parku w Psarach, gdzie nie wiadomo, po co właśnie ścięto starego dęba. Przy okazji obejrzeliśmy żerowisko wszędobylskiego we Wrocławiu kozioroga dębosza. Pokręciliśmy się jeszcze trochę po sąsiednich wsiach, ale tylko w Szymanowie w parku przypałacowym, a właściwie popałacowym, bo po pałacu nie ma już śladu, udało nam się zobaczyć platany. Szkoda, że dawny park pocięli tu na strzępki i w sumie nic już z niego nie zostało, poza pojedynczymi drzewami i wrażeniem, że kiedyś musiało być ciekawie.

***

1 lutego 2015

Udało się wypracować wolną chwilę i udaliśmy się na kolejny wyjazd platanowy, tym razem łączony z próbą potwierdzenia stanowiska Azolla filiculoides, bo zdechlaki paprociowe powinny pływać po wodzie (tu pozdrowienia dla Krzyśka). Zawinęliśmy na moment do Oławy, gdzie zdybaliśmy dwa łaciate. Zajrzeliśmy też na starorzecza Odry w okolicy Brzegu wg niektórych Opolskiego, chociaż historycznie i zgodnie ze sprawiedliwością dziejową jest on dolnośląski i tego będziemy się trzymać. Platany znaleźliśmy, azolki nie, ale za to złapaliśmy znów na gorącym uczynku przejście zima/wiosna, w tym roku zaskakująco wcześnie – patrząc na początek wegetacji w tym wariującym klimacie zaczynamy być niemal subśródziemnomorscy. No i załapaliśmy się na stado łabędzi, pracowicie zgryzających (zdziobujących?) rzepak. Ciekawe, pod jaką szkodę to da się podciągnąć? Pewnie też pod sarny, jak zwykle. Na koniec dnia wpadł jeszcze jeden platan, ostatni ślad dawnej świetności w Smarchowicach Wielkich. Oczywiście zgodnie z chlubną tradycją po pałacu nie zostało nic poza parkiem, a ze starego parku właściwie nic poza platanem…

***

7 lutego 2015

Krótki dzień, więc krótki wyskok. Swoją drogą ciekawe, że wszystko, co jest interesujące dla turysty ‚kulturowego’ jest pozamykane na trzy spusty… nawet w Legnickim Polu, zdawałoby się centrum zabytków w okolicy.  Szczęśliwie platany są kulturowe, ale nie do końca, i jakoś tam udaje się do nich dotrzeć, nawet jeśli są zamknięte. Najpiękniejsze tym razem trafiły się w Godziszowej.

Wstąpił do piekieł, po drodze mu było – zajrzeliśmy jeszcze na Pogórze Kaczawskie z nadzieją, że może mają tam zimę. Wrzuciło nas do Wiadrowa i Pogwizdowa, platany mieli, zimy nie.

***

8 lutego 2015

Dzień jak poprzedni, tylko w drugą stronę. W Brzezinie platany stoją sobie przy zadbanym pałacu, obecnie hotelu – aż miło popatrzeć. W Miękini jeden tkwi na zapuszczonej działce koło nadleśnictwa, w Dębicach jest kilka, ale trzeba lukać prze mur i nie ma z kim z tym pogadać, w Budziszowie Małym znów przyjemnie – zadbany pałac, zadbany park, a w Michałowie totalna niespodzianka: prestiżowe drzewo rośnie przy ujęciu wody. I już.

***

12 kwietnia 2015

Po przerwie wymuszonej tzw. cyklem kształcenia i  związanym z tym urlopikiem popałętaliśmy się w okolicach na południe od Środy Śląskiej. Jak zwykle był to wyjazd zachwycająco-przygnębiający. Zaczęło się od leżącego niemal za płotem Gałowa, gdzie w parku przypałacowym trzyma się jeden platanek. Park też się jakoś trzyma, czego nie da się powiedzieć o pałacu. Patologia made in PRL, czyli PGR + czub, który podpalił w latach 90. dach pałacu i w efekcie mamy, co mamy (i nie mamy, co mogliśmy mieć). I pomyśleć, że pamiętam, jak pałac wyglądał całkiem do życia…

Następny przystanek w Lutyni. Park, a właściwie parczek sąsiaduje z boiskiem, gdzie akurat trwał mecz. Pierwsze wrażenie: tłum samochodów, dzika ilość zakrętów latająca w powietrzu i odurzający zapach fiołków. Wiosenne runo w parku jest przepiękne, grąd wzbogacony we fiołki i, ku naszemu kosmicznemu zdumieniu, w śnieżnika lśniącego. A platan – no cóż. Kopary nam opadły na widok lampeduzy przybitej do pnia…. Zdjęcia wystarczą.

Sikorzyce. Po pałacu została zapuszczona resztka parku, gdzie odtworzył się grąd i obecnie jest to już działka leśna oraz niewiele lepiej wyglądające budynki gospodarcze. A w miejscami całkiem już ładnym grądzie siedzą sobie trzy platany, powoli wykańczane przez rodzime drzewa. Dodatkową atrakcją jest kapitalna panorama Karkonoszy, widoczna z górki ciut za wsią. A drugą dodatkową atrakcją było zadrzewienie śródpolne, gdzie wleźliśmy skierowani naszą manią zbierania polnych graniaków. Tym razem kamienie były dość szczególne – na jednej kupie kamienie polne i poniemieckie nagrobki. I, jak wygląda, niezły kawałek cmentarza jest obecnie polem uprawnym.

Po zaliczeniu piruetu na zacienionym i oblodzonym zakręcie, gdzie miejscowi kolekcjonerzy zabrali sobie na pamiątkę znak ‚uwaga ostry zakręt’ wylądowaliśmy w Chwalimierzu. Niby tuż obok Środy Śl., a ma się wrażenie odosobnienia i oderwania od rzeczywistości. Szkoda, że neogotycki pałac to kolejny obiekt w rozwałce. Pałac przetrwał wojnę, wyposażeniem zaopiekowała się Armia Czerwona i, o cudzie, nie puściła budynku z dymem. Podobno w pałacu jeszcze w latach 60./70. odbywały się dożynki i inne takie, ale  tubylcy pracowicie unicestwili budynek. Jak wieść niesie, z mauzoleum rodu von Kramst szczęśliwy miejscowy głupek/geniusz (jak kto woli) wybudował sobie domek jednorodzinny. Warto popatrzeć na kartusz herbowy – widać, że ród fabrykancki. Kuriozalnie w najlepszym stanie są obecnie bramy wjazdowe do parku i wozowni/stajni, chociaż ta ostatnia wyłącznie od frontu. Platany stoją przy bramie do stajni – widać, jakie ród miał priorytety, ech…

I już pędząc na obiadek zajrzeliśmy po drodze do Jugowca – miód na serce, pałacyk zadbany, park zadbany, platan zadbany. I do Wojczyc, ale tam, niestety, standard. Chociaż bauerówka nadal ma dach – widać, że została porzucona niedawno. Platan przerasta wszystkie drzewa i jest ostatnim znakiem świetności tego miejsca.

***

19 kwietnia 2015

Po zupełnie wariackim początku semestru podjęliśmy ślad platanowy i nieco mimochodem zahaczyliśmy o tzw. Pojezierze Legnickie.  I warto było – trzeba będzie tu się jeszcze wybrać, stawy mają magiczną moc uspokajania.  Właściwie to był wyjazd do Kunic, ale po drodze wpadł nam Tyńczyk z krzyżem pokutnym – jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie niekoniecznie tempus fugit. Wystarczy popatrzeć na kościelne zegary. A platana w Kunicach zrobili na pudla…

I nieplanowany platan w Jaśkowicach Legnickich, a przy okazji przyjemny kwadransik gapienia się na jezioro. Aha – oczywiście pałacu już nie ma, ale zabudowania gospodarcze, nawet całkiem zadbane, przetrwały.

***

24 maja 2015

Maj wszędzie! Wszystko kwitnie! Tzn. platany właściwie już przekwitły, ale i tak jest majowo. Wyskoczyliśmy w kierunku Wojcieszowa i trafiliśmy w czas szaleństwa czosnkowego. Czosnek niedźwiedzi, jak już zdecyduje się być, to nie bawi się w detal… 5x Bartoszówek – platan po kolana w czosnku, z pałacu pozostała tylko wieża. 5x Wojcieszów Górny – niedawno remontowany pałac stoi i czeka, aż się rozpadnie… 5x Wojcieszów Dolny – dwa wielkie platany przy pałacu na wodzie, a przy okazji serdeczne pozdrowienia dla właściciela  za bardzo przyjemną, długą rozmowę i oprowadzenie po budynku. Trzymam kciuki, żeby wszystko się udało. I na koniec 5x Jastrowiec, niestety, bez platanów. Tak btw. pałace i zabudowania gospodarcze przeważnie stanowią zintegrowaną, przemyślaną całość. Do sprzedaży oferowane są najczęściej same pałace, w zabudowaniach tuż obok mieszkają jakieś ludziki, którym wszystko wisi, a chętnie też przykleją sobie coś do łapek. Jeżeli komuś nie chce się sprzątnąć syfu przy wejściu do własnego domu, trudno liczyć, że doceni sąsiada próbującego odnowić zabytek. Mało kto zaryzykuje takie sąsiedztwo. I w efekcie niszczeje wszystko. Jastrowiec jest tu jednym z nielicznych wyjątków.

***

30 maja 2015

Piękna pogoda, na polach szaleją archeofity, a po ludzku mówiąc głównie maki i chabry – nic, tylko ruszyć w trasę po rolniczych nizinach. Zaczęliśmy od obiektu rzut beretem od domu – pałacu na wodzie w Wojnowicach. Trzeba przyznać, że mieszczaństwo wrocławskie lubiło i umiało żyć wygodnie i przyjemnie… Byliśmy tu wielokrotnie (najpiękniejszy jest jesienią, jak klony polne sypią złotem), ale w życiu nie przyglądaliśmy się, czy jest platan. A jest.

I dalej przez pola do Rogowa Legnickiego. W pewnym momencie skończył się asfalt i zaczęła się romantyczna dróżka polna (tyle na temat nawigacji i OSM), dobrze, że Rudy nie w takich wertepach bywał i dawał radę. Na pociechę były łany zachabrowane i zawykowane, no i wreszcie zobaczyliśmy, skąd się biorą kościoły:  w dobry rok po prostu kiełkują w rzepaku. W Rogowie rosną platany, które zachwycą każdego, chociaż z drugiej strony jest to jedyne jak dotychczas miejsce, gdzie wycięto żywego platana…

Kolejne pola były głownie zamakowane i jakby zapachniało Toskanią… Po drodze minęliśmy kolejną wodę Pojezierza Legnickiego, ale tym razem przeformatowaną – stawy hodowlane, pełne karpi i innych dobrych rzeczy. I na koniec dotarliśmy do Gorzelina, gdzie po pałacu nie ma śladu, po barokowych parterach tym bardziej, a platany walczą w chaszczach o światło i rosną chude jak nieszczęście. Rewitalizacja parku nie pomogła, tu by trzeba drastycznie drzewostan przerzedzić, a kto za to zapłaci? Btw. polska nazwa pochodzi podobno od gorzelni, którą tu w 1945 r. zastali zdobywcy i masy jej zmagazynowanego produktu. Ciekawe, ile dochodu z gorzelni zostałoby dla gminy…

***