Lato to wrzosowiska w przeddzień kwitnienia wrzosów, już nieśmiało fioletowawe, rozedrgane od upału, chrzęszczące pod nogami, do tego oblężone przez wszystko, co żyje, resztki wody w stawach, rozwijające szybkości poddzwiękowe jaszczurki i zadziwiające owady (też działające w szybkościach nieosiągalnych dla normalnego człowieka).

A odkryciem sezonu był prawie bezwodny staw, otoczony białym piaskiem i na tym piasku niesamowicie wysmakowane kompozycje z pojedynczych kęp traw… jak w japońskich ogrodach albo piekielnie kosztownych aranżacjach ogrodowych. Tutaj sobie rosły same z siebie, podziwiane głównie przez bieliki.