Właściwie to się powinno nazywać Nizina Śląsko-Łużycka, albo Nizina Sasko-Łużycka, albo jeszcze jakoś tam. Ale to nie oddaje istoty rzeczy, a Bory Dolnośląskie oddają. Do Borów Dolnośląskich włączamy też sobie prywatnie i niezupełnie poprawnie całość Przemkowskiego Parku Krajobrazowego, bo on siedzi w Borach tylko kawałkiem. Ale kawałek jest, więc jest. Historycznie to pogranicze dawnego Śląska i Łużyc (granica była na Kwisie), a jako tzw. ślady historii leżą sobie w lesie  np. Wały Śląskie.

Bory Dolnośląskie to takie zadziwiające miejsce, gdzie na olbrzymiej powierzchni piachu uprawia się sosny. Na skalę przemysłową. Co generalnie jest dosyć nudne w odbiorze. Lasy liściaste (buczyny, dąbrowy, różne jakieś takie) stanowią niewielkie, ale ciekawe wstawki. Poza tym jest to miejsce, gdzie do niedawna galopowały czołgi (miejscami nadal galopują), a po ich galopadach pozostały olbrzymie połacie wrzosowisk, uruchomione wydmy śródlądowe i niewypały. I to jest piękne i ciekawe, a kto nie widział, niech żałuje. Zapach trotylu o poranku jest… hmm… no szczerze mówiąc jest obrzydliwy i tyle. Zresztą ostatnio o niego trudno, bo czego nie sprzątnęli saperzy, to wyczyścili zbieracze złomu. A widok wydm, wrzosu i eleganckich kęp trzęślicy modrej Molinia coerulea to zupełnie inna sprawa.

Poza tym od czasu do czasu trafia się śródleśny stawek (niestety, ostatnio w większości wyschnięty albo właśnie wysychający), a w nim i dookoła niego rosiczki, pływacze i inne warte schylenia rośliny, albo i kawałek torfowiska się trafi. Od czasu do czasu przeleci bielik, żurawie, albo dudek, jakieś motyle się kręcą i inne szarańczopodobne trzeszczydła.

Czego należy spróbować? Na pewno miodu wrzosowego, miodu akacjowego, miodu… (wpisać dowolną nazwę), a jak się będzie miało szczęście miodu lipowego. Można kupić w plastrze i poczuć się prawie jak dziki ludź. Jak się ma szczęście, to domowego pieczonego chleba. No i naprawdę dobrej kuchni wileńskiej w naszej ulubionej knajpce w Trzebieniu. Niestety, nie da się już pójść na pierogi w pierogarni w Piotrowicach, a były domowe, ręcznie robione, kilkanaście farszów (też domowych!) do wyboru – rewelacyjny smak. Przeszły do historii – panta rhei.

Jak się by ktoś chciał tam wybrać, to pogodę należy sprawdzać w serwisach niemieckich, dla okolic Drezna, bo polska prognoza tej części kraju i jej specyficznych układów pogodowych niestety nie obejmuje.