Właściwie to się powinno nazywać Nizina Śląsko-Łużycka, albo Nizina Sasko-Łużycka, albo jeszcze jakoś tam, zależy, co geografom od podziału fizjograficznego do głów przyjdzie. Ostatnio przyszło, że to mezoregion Bory Dolnośląskie (317.74) w obrębie Niziny Śląsko-Łużyckiej. W każdym razie wszystkie te niziny nie oddają istoty rzeczy, a Bory Dolnośląskie oddają. Do Borów Dolnośląskich włączamy też sobie prywatnie i niezupełnie poprawnie całość Przemkowskiego Parku Krajobrazowego, bo on siedzi w Borach tylko kawałkiem. Ale kawałek jest, więc jest. Historycznie to pogranicze dawnego Śląska i Łużyc (granica była na Kwisie), a jako tzw. ślady historii leżą sobie w lesie np. Wały Śląskie.

I nadal historycznie biorąc to obszar bardzo ciekawy, zdecydowana większość głównych miejscowości (Bolesławiec, Chocianów, Chojnów, Gozdnica, Iłowa, Małomice, Pieńsk, Przemków, Przewóz, Szprotawa, Zgorzelec, Żagań) uzyskała prawa miejskie w XIII w. (a niektóre znane były wieki wcześniej) i ma na stanie bardzo ciekawe, choć często nadal zaniedbane i niewykorzystane turystycznie zabytki. Tu bardzo pozytywnym przykładem jest Bolesławiec, natomiast negatywnym Szprotawa (przy okazji serdecznie nie pozdrawiamy kościelnego ze Szprotawy, który nas z kościoła wyrzucił, a na prośbę o minutę na zrobienie zdjęć wydarł się, że na to to trzeba mieć zgodę proboszcza; w tym momencie przestało nas dziwić, że byliśmy jedynymi turystami w całej tej metropolii…). Niektóre powstały później i przez długi czas były istotnymi centrami przemysłowymi (Gromadka, Osiecznica, Ruszów, Węgliniec). Rudy żelaza, piaski szklarskie, gliny ceramiczne, węgiel drzewny, węgiel brunatny były tu pozyskiwane i przerabiane intensywnie.

Ogólnie jest to obszar niżowy, płaski (w końcu to głównie pola sandrowe), urozmaicony przez wzniesienia wydmowe. Maksymalną wysokość osiąga wzgórze Dębniak (238 m n.p.m.), choć kilka pasm wydm nosi szumną nazwę Gór (Góry Piaszczyste, Biernatowska Góra, Góra Meszna itd.). Bardzo słabe gleby oraz specyficzny klimat (częste i późne przymrozki) spowodowały, że nie rozwinęło się tu rolnictwo i praktycznie nie ma sadów. Jedynie w dolinach niektórych rzek przy wsiach są pola, a lokalnie także bardzo duże powierzchnie łąk. Jak zwykle, gdy klimat/gleby nie pozwalały na uprawę roli, rosło znaczenie hodowli bydła. Teraz hoduje się tu krowy i konie, łącząc ochronę łąk, dopłaty unijne i zysk ze zwierzaków.

Przede wszystkim Bory Dolnośląskie to takie zadziwiające miejsce, gdzie na olbrzymiej powierzchni piachu uprawia się sosny. Głównie naszą rodzimą Pinus sylvestris, choć są także fragmenty z wejmutką (amerykańska, Pinus strobus), pięknie się obecnie obsiewającą i na dobrej drodze do stania się gatunkiem inwazyjnym. Sosny uprawia się na skalę przemysłową, podobnie jak gdzie indziej ziemniaki, buraki itd., tylko skala czasowa upraw jest nieco dłuższa. Co generalnie jest dosyć nudne w odbiorze, poza tym łatwo się zgubić, bo tutejszy bór sosnowy jest izotropowy, identyczny w każdym punkcie. Zdarzało nam się takie zguby grzybiarskie, piesze i rowerowe naprowadzać na prawidłowe ścieżki. Lasy liściaste (buczyny, dąbrowy, różne jakieś takie) stanowią niewielkie, ale ciekawe wstawki, niestety bardzo nieliczne i do policzenia na wszystkich palcach przeciętnego człowieka. Generalnie jest to największy w PL zwarty kompleks leśny, ale czy rządkową uprawę sosny z niemal zerowym runem można uznać za las? Ekologicznie to nie bardzo. Dumnie brzmiące nazwy różnych części kompleksu (np. Puszcza Żagańska, Puszcza Przemkowska, Puszcza Zgorzelecka, Puszcza Osiecznicka itd., itp.) są wspomnieniem lepszych czasów. Nazwanie puszczą przemysłowego kompleksu leśnego, z jego wielkopowierzchniowymi zrębami, oraniem runa, z setkami hektarów jednowiekowych upraw sosny, gdzie nawet wymarły podawane przez botaników niemieckich gatunki borowe (poza 4 najpospolitszymi: borówka czarna, brusznica, wrzos i śmiałek pogięty – wszystkie razem to najbardziej rozwinięta forma runa) jest dużym zgrzytem.

Poza tym jest to miejsce, gdzie do niedawna na dużych powierzchniach urzędowało wojsko i galopowały czołgi (miejscami nadal galopują, poligony w Świętoszowie i Żaganiu to potęga), a po ich galopadach pozostały olbrzymie połacie wrzosowisk, uruchomione wydmy śródlądowe (tzw. pustynie, np. Pustynia Kozłowska) i niewypały. I to jest piękne i ciekawe, a kto nie widział, niech żałuje. Zapach trotylu o poranku jest… hmm… no szczerze mówiąc jest obrzydliwy i tyle. Zresztą ostatnio o niego trudno, bo czego nie sprzątnęli saperzy, to wyczyścili zbieracze złomu. A widok wydm, wrzosu i eleganckich kęp trzęślicy modrej Molinia caerulea to zupełnie inna sprawa.

Pustynie, a raczej pustynijki, to śródlądowe wydmy, eoliczne twory, które powstały na polach sandrowych, zanim utrwalił je las i ponownie zostały uruchomione po odlesieniu. Wyglądają kosmicznie, niektóre ruszyły i zasypują sąsiednie lasy. Warto zobaczyć, bo wrażenia są niezwykłe. Poza dużymi obszarami otwartych piaszczysk, które są na użytkowanych poligonach, więc siłą rzeczy raczej się tam nie wlezie, w części cywilnej Borów Dolnośląskich można bez obaw odwiedzić Pustynię Kozłowską, dwie duże dawne wydmy, które za czasów radzieckiego poligonu robiły za tarcze ostrzału artyleryjskiego i rakietowego. Są także mniejsze piaszczyska na kilku wydmach bliżej  Piotrowic. Większość z nich jest na terenie użytku ekologicznego ‚Cietrzewiowe Uroczysko’. Niestety, cietrzewi już tu nie ma.

Poza tym w borach sosnowych od czasu do czasu trafia się śródleśny stawek (kolejne niestety, ostatnio w większości wyschnięty albo właśnie wysychający), a w nim i dookoła niego rosiczki, pływacze i inne warte schylenia rośliny, albo i kawałek torfowiska się trafi. Od czasu do czasu przeleci bielik, żurawie, albo dudek, jakieś motyle się kręcą i inne szarańczopodobne trzeszczydła.

Najwyższą formą ochrony są tu rezerwaty, obejmujące co ciekawsze kawałki niebędące borami sosnowymi: torfowiska (Brzeźnik, Torfowisko Borówki, Torfowisko pod Węglińcem, Wrzosiec koło Pasiecznej, Przygiełkowe Moczary, Zacisze i Żurawie Bagno), leśne (Buczyna Szprotawska, Buczyna Piotrowicka, Łęgi Źródliskowe koło Przemkowa) i jeden wodny ornitologiczny: Stawy Przemkowskie. Jest sporo użytków ekologicznych, 2 parki krajobrazowe i ostoje Natura 2000

Czego należy spróbować? Na pewno miodu wrzosowego, miodu akacjowego, miodu lipowego, miodu… (wpisać dowolną nazwę). Można kupić w plastrze, wyssać i wyzuć, i poczuć się prawie jak dziki ludź. Jak się ma szczęście, to domowego pieczonego chleba. No i naprawdę dobrej kuchni wileńskiej w naszej ulubionej knajpce w Trzebieniu. Niestety, nie da się już pójść na pierogi w pierogarni w Piotrowicach, a były fenomenalne, domowe, ręcznie robione, kilkanaście farszów do wyboru – rewelacyjny smak. Przeszły do historii – panta rhei.

Jak się by ktoś chciał się wybrać w Bory, to pogodę należy sprawdzać w serwisach niemieckich, dla okolic Drezna, bo polska prognoza tej części kraju i jej specyficznych układów pogodowych niestety nie uwzględnia i można się mocno zdziwić.