Kronika bieżącego roku. Lata poprzednie są wrzucone do zakładki ‚historia’ i tam sobie tkwią, czasem oglądane z melancholią.
***
1. stycznia 2017
Tradycyjnie szronik i brak śniegu. Na słońcu błoto, w cieniu zima – szron był obfity (i jakie ładne kryształki miał). Wawrzynek kwitnie, cyklameny czekają. Kalina zmarzła pod koniec grudnia, ale może nie całkiem – pąki nie opadają. Ogólnie wariatkowo, ale już można się było przyzwyczaić.

***

5. lutego 2017

Była zima (nawet -16), był śnieg (tak z 5 cm), ale nie było czasu na zdjęcia. Jak jest czas, to od wczoraj leje deszcz i śnieg znika w tempie ekspresowym. Ptakom od ocieplenia odbiło, wszystko zaczyna tokować, za oknem rejwach jak na targu: jednolity wrzask wróbli, pinganie sikorek, pohukiwanie synogarlic i nieśmiałe wtręty kosów, a od czasu do czasu wrzaski srok. Zielsko się zastanawia, ale ranniki już stoją w cuglach.

***

27. lutego 2017

Wiosna, fenologicznie wczesna, ale jednak wiosna. Leszczyny kwitną, wierzby zaczynają, przebiśniegi wylazły, lada moment będą krokusy i cała reszta. Koniec laby, pora zacząć biomasowory napychać.

***

4. marca

Jak temperatury przekraczają +15, to trudno mówić o zimie… Życie definitywnie wyszło z ziemi i zaczyna rosnąć. Z wyjątkiem jeża, którego niechcący odkopaliśmy z liści pod leszczynami i czym prędzej zakopaliśmy, żeby się nie wybudził. Ale jeżeli nawet irysy żyłkowane zaczynają kwitnąć, a z góry dzwonią skowronki, to wiosna i już. Przy okazji: ponieśliśmy klęskę przebiśniegową. Na 50 kupionych cebulek wykiełkowało 5. I jak tu nie wziąć szpadla i nie pojechać do lasu w celach wykopawczych?

***

22. marca

Ciepło już było, teraz burość i deko smętnie, a zielsko się zastanawia, czy to aby nie kolejny falstart… Krokusy zwinięte w trąbki, fiołki czekają na ocieplenie i tylko ślimaki nabrały wigoru i żrą, co podleci. A za bardzo nie można sypać ze względu na naszego stacjonarnego jeża. Niektóre irysy jeszcze nie zdążyły dobrze ruszyć, a już przeminęły w ślimaczym przewodzie pokarmowym, ech.

***

25. marca

Słońce! I od razu życie jest bardziej kolorowe, a i jakoś bardziej chce się ruszać. Niestety, ślimakom też. No ale wreszcie trzmiele mogą się dopchać do środka krokusów. I kwitną fiołki! Wiosna! Tylko ciepełko przegina w drugą stronę i wszystko otwiera kwiatki, przegrzewa się i przekwita w jeden dzień, ech… Tulipany botaniczne przekwitają w oczach.

***

9. kwietnia

Ciepło, zimno, ciepło, zimno, w nocy koło 0, w dzień ponad 15… i bądź tu kwiatkiem i się na coś zdecyduj. W dzień wygląda bardzo wiosennie, chociaż nagłe ciepełka całkiem zakręciły fenologią. Kwitną czereśnie, ale pszczoły latały tylko 1 dzień, zimno trzyma je w ulach, poza tym jest ich zaskakująco mało. Może kilka czerwonych kulek w lecie będzie, jak się uda, się zapylą i nie zmarzną.

***

5. maja

Wyjątkowo zimnomokry długi łykend. Ani nic wykopać, ani zakopać, ani skosić – wszystko się lepi od deszczówki, dopadującej niemal codziennie. Grzyby rzuciły się na rośliny, ślimaki rzuciły się jeszcze bardziej, jak to trochę nie obeschnie, to będzie nieciekawie. Ale na razie jest kolorowo, ruszyły małe iryski bródkowe, a ostatnie chłody powstrzymały wyścig kwitnienia – jest szansa, że nie wszystko na raz przekwitnie. Kwitną resztki tulipanów, przeplatanie ciepła i mrozów im wybitnie nie posłużyło. Swoją drogą, można się zdziwić, jak daleko może zaleźć stopowiec tarczowaty od miejsca posadzenia. Zdecydowanie bardziej zdyscyplinowany jest himalajski, co najwyżej będzie się obsiewał jak nakręcony, ale nie łazi.

***

 16. maja

Przymrozki przymrozkami, a życie życiem. Może i śliwek nie będzie, ale są lilaki, konwalie i wreszcie w miarę normalna wiosna. No i jagody kamczackie już wiszą na wiciokrzewie sinym, nawet już są lekko sine, więc wiosna na bank. Taka majowa zieleń, jeszcze nie zmęczona, świeżutka, jest fascynująca.

 ***

22. maja

Niby chwila temu, ale rozkwitanie się kumuluje i co chwila coś nowego się otwiera. Za moich czasów… no dobra, jeszcze 5 lat temu nie kwitło wszystko na raz, ech… Ale i tak jest ładnie, tylko strach mrugnąć okiem, bo w tym czasie na pewno coś przekwitnie.

***

4. czerwca

Zdjęcia w biegu. Ciekawe, że dzień taki długi, a czasu na zdjęcia nie ma… W każdym razie ruszyły czosnki, naparstnice i róże, a to już prawie lato. A właściwie to pora konfitur różanych, wszystkie konfiturówki kwitną jak głupie, znów będzie klęska urodzaju, nadmiar konfitur i likieru różowego.

 ***

11. czerwca

Różowe szaleństwo, żylistkowe szaleństwo, piwoniowe szaleństwo, tulipanowcowe szaleństwo, ślimacze szaleństwo… zwariować można. Zwłaszcza od zapachu obrabianych płatków róż. A do tego nasze ulubione tutki Calystegia pulchra uciekły z terenu badań i poszły wszędzie. Co za rozleźne chwaściory!

***

16. czerwca

To, co poprzednio, tylko bardziej…

***

4. lipca

Lato. Na pewno lato. Funkie kwitną, liliowce kwitną, jukki kwitną, więc nie ma wątpliwości. Szkoda, że prawie cały lipiec przeleci poza ogrodem, ale cóż…

 ***

28. lipca

Ogród żyje, daje się zapylać, motyle obłażą lawendę, ale co się tam dzieje, to dokładnie nie wiadomo. Letni bałaganik.