Kronika bieżącego roku. Lata poprzednie są wrzucone do zakładki ‚historia’ i tam sobie tkwią, czasem oglądane z melancholią.
***
14. stycznia 2018
Tradycyjnie brak śniegu, przymrozki -1 st. C, chociaż przy tym wietrze wydaje się, że jest zimniej. Przekwita kalina i pierwszy raz kończy kwitnienie, bo brakuje pąków kwiatowych, a nie dlatego, że zmarzła. Wyłażą z ziemi krokusy i małe narcyzy, ranniki mają pąki kwiatowe na wierzchu. Kwitną ciemierniki białe (już nadgryzione przez ślimaki!!) i cuchnące, szykują się mieszańce ogrodowe i ciemiernik zielony. Pylą na potęgę leszczyny i, niestety, jej żeńskie kwiatki też już powystawiały czerwone nosy. Zima, że hej! 

 ***

20. stycznia 2018
Pada  śnieg! Wali śnieg! Śnieżyca, jak malowanie. Tylko co z tego, skoro nawet do ziemi nie dolatuje, bo topi się w powietrzu? A nawet jak jakieś niedobitki dolecą, to znikają od razu. Zima, ech… Ranniki już ją skreśliły.
***
28. stycznia 2018
Zimy ciąg dalszy – niby wróble warują przy karmniku, ale ciemierniki kwitną, ranniki kwitną, tylko w tym roku zbiesiły się cyklameny dyskowate i nie kwitną, za to nasiały się wszędzie, jak to gupie. I do kompletu dziwnych zjawisk coś zaczęło nam wróble wyżerać!
***
3. lutego 2018
Ten uczuć, jak widzisz pierwszego iryska w tym roku i uświadamiasz sobie, że ślimaki już tu były… Kwitną ciemierniki, łącznie z mieszańcami ogrodowymi, krokusy, przebiśniegi i całkiem rozszalał się wawrzynek. Nie mówiąc o pylących jak purchawki leszczynach. W warzywniku szaleją chwasty, w pełni kwitnienia starzec zwyczajny, przetacznik perski i tobołki polne. A podobno od jutra ochłodzenie.
***
9. marca 2018
I po jęzorze mrozowym znad Syberii czy innego bieguna. W każdym razie kilka dni mrozów, w nocy -14 parę razy się trafiło. A śniegu niet. Myśleliśmy, że po ptokach, ale ptoki przetrwały, praktycznie nie wyłażąc z karmnika, a i całkiem sporo kwitnącego zielska dało radę. Padły kwiaty mieszańcowych ciemierników i tyle. Może ślimaki też padły? W te piękne pomrozowe dni (+16 st. C, czyste wariatkowo) zrobiło się kolorowo w ogródku i pszczoły zaczęły latać. Wiosna, czy jeszcze coś przylezie?
***
17. marca 2018

No i przylazło… kolejny jęzor z końca świata. Tyle, że tym razem ze śniegiem, więc wszystkie kolorowe siedzą pod kołderką i jakoś sobie muszą radzić. Gorzej z drzewami i krzewami, tamten mróz rozłożył inhibitory wzrostu, ciepełko dało kopa i wszystko pogalopowało wegetować. Jagoda kamczacka i abeliofylum potrzebowały góra 2 dni, żeby zakwitnąć, ech… Lepiej nie pytać, czy to koniec zimy, czy ma w nosie kalendarz i jeszcze po 21. marca coś wrzuci. Chociaż, tak obiektywnie biorąc, pięknie jest. Tylko dlaczego nie w Wigilię albo w innym styczniu? No i śnieg za sypki, żeby babanka uklepać, a to chyba pierwsza i ostatnia szansa tej zimy.

A poza tym dzisiaj był kolejny Dzień Sójki – przyłażą już regularnie, przesiadują na drzewach, wyżerają z karmnika. Ciekawe, czy się zalęgną?
***
18. marca 2018

Dzień Szpaka. A właściwie całej masy szpaków. Biedaki przyleciały już z wywczasów, a tu śnieg po dzioby. Nie wiemy, co wyjadają w karmniku, ale coś próbują. Mamy nadzieję, że jakoś ten planowany tydzień mrozów dadzą radę przetrwać. O czajkach i skowronkach lepiej nie myśleć.

  ***
2. kwietnia 2018

Wiosna przyszła i właściwie chyba już poszła, bo wg prognoz zaraz będzie lato. Przynajmniej po temperaturach patrząc. Na razie kwitną krokusy, co cieszy, ale przekwitają w 2 dni, co już mniej cieszy. Zdaje się, ze nadciąga kolejny dziwny rok. Czyli właściwie normalnie.

  ***
14. kwietnia 2018

Dzień Sasanki, tylko miziać.

  ***
18. kwietnia 2018

Eksplozja wszystkiego. Kwiści, roście i ogólnie szaleje. Tempo kwitnienia i przekwitania oszałamia, niektórych tulipanów nie zdążyłam zobaczyć w pełni kwitnienia – rano jeszcze myślały, czy warto, wieczorem już było po wszystkim. Marcowe przymrozki załatwiły dużą wiśnię japońską, połowa gałęzi nie wznowiła wzrostu, reszta też jakoś tak anemicznie. Podobnie jak prawie wszystkie wrzosy – stoją rude i koniec. Trzeba się cieszyć masowym kwitnieniem Kiku-shidare – różowe pomponiki też nie są złe.

 ***
26. kwietnia 2018

Na oko druga połowa maja, ech… Kwitną lilaki, pigwy, niezapominajki, karłowe irysy bródkowe, zaczynają azalie – kwiecień plecień bo przeplata trochę marca trochę maja, czy jakoś tak.

 ***
8. maja 2018

Właściwie wczesne lato. Właściwie to Dzień Wisterii – wisteria szaleje, mimo mrozów i tego, że jeden z  figlarnych wiaterków podniósł bramkę, na której rośnie i deko zdemolował konstrukcję. Ale nie marudźmy, bo nic więcej nie poszło. Azalie powoli przekwitają, orliki w pełni, za chwilę będą róże. W sumie po tym wariackim mrozie padła lub pada duża wiśnia japońska i wrzosy, reszta żyje i udaje, że nic się nie działo. Powoli deszcz by się przydał…

 ***
29. maja 2018

Człowiek sobie mrugnie i już przeleciał miesiąc. Ciepełko się z nieba leje zamiast wody. Deszczu brakuje, trawnik zaczyna wysychać. Kwitną piwonie, powojniki, róże, kosaćce i wszystko – maj z czerwcem i początkiem lipca wymieszany. Aha – właściwie to Dzień Tulipanowca – w tym roku ma tych miseczek całkiem sporo.