Tradycyjny wyjazd z okazji końca roku akademickiego. Biebrzański Park Narodowy urzeka. W porównaniu z Dolnym Śląskiem to inny świat, inny czas, inne rośliny – można się zagubić. A na pewno można wypocząć, z czego korzystaliśmy, ile się dało. Poniżej Biebrzański PN w różnych migawkach – bory, lasy, łąki i torfowiska niskie, naładowane storczykami i innym rzadkim zielskiem. I komarami…

Zaczęliśmy od borów, bo były po drodze. I od razu pełen zachwyt – to nie są jakieś tam nędzne uprawy sosny ze śmiałkiem pogiętym w runie i, jak dobrze pójdzie, z jedną nędzną borówką. To są piękne, bogate ekosystemy z gatunkami, które u nas, czyli na Dolnym Śląsku, już dawno zanikły lub czepiają się kurczowo ostatnich stanowisk.

Dyskretny urok goździka piaskowego Dianthus arenarius, podbity zniewalającym zapachem – bajka. I siedzi sobie to cudo co kawałek w co suchszych borach i na ich obrzeżach i prowokuje Dolnoślązaków (s stanowiska w całym dolnośląskim!).

Najbardziej znanymi obiektami w Biebrzańskim PN są torfowiska niskie i łąki – jedne i drugie zależne od koszenia, niestety. Olbrzymie kompleksy torfowisk niskich, bogatych, napchanych zachylnikiem błotnym, storczykami i innym zielonym robią ogromne wrażenie. A przy okazji oglądania z bliska szybko można się nauczyć odróżniania wilgotnej łąki od torfowiska niskiego metodą obuwniczą lub skarpetkową (zależy, czy preferuje się wylewanie wody z butów czy wykręcanie skarpetek).

A propos kukułek… tu rosną wyjątkowo wielkie kukułki krwiste Dactylorhiza incarnata i wyjątkowo rzadkie krwiste w podgatunku żółtawym (co to za krew?). A do tego mieszańce czegoś z czymś, co trudno określić, ale wygląda ładnie.

A między torfowiskami siedzą sobie wyniesienia, tzw. grądziki, ze stadami obuwików, łąkami, kawałkami muraw – inny świat.

Łąki świeże w basenie wiznieńskim ze storczykiem cuchnącym Orchis coriophora – ewenement na skalę kraju. Ładny, dwie wersje barwne, tylko dlaczego on cuchnący? Nie śmierdzi jakoś nadzwyczajnie, przynajmniej to, co wyłazi nad ziemię.

I kolejne torfowisko, tym razem na podłożu niekwaśnym, z dzikimi stadami storczyków, reliktów glacjalnych, komarów i innych ciekawych rzeczy. Tu zestaw owadopylny.

I zestaw nieowadopylny (niektóre to w ogóle niepylne, chyba że podciągniemy do pylenia fern dust). Ładne, zielone, rzadkie i warte zatrzymania.

Spojrzenie na krawędź doliny

A na koniec widok na zalewowe łąki w trakcie koszenia – wersja letnia. Piękne, bogate i nadal istniejące z całym ptasim i nie tylko życiem.