Korzystając z Maćkowej kopcidymowskiej imprezy pojechaliśmy do Poznania (konkretnie do Poznania, a nie gdzieśtam przez Poznań) – wreszcie była okazja, żeby obejrzeć Palmiarnię i Ogród Botaniczny w nowym tysiącleciu.

Palmiarnia – piękna ekspozycja, bardzo ciekawie zaaranżowana – rośliny, zwierzaki i tzw. całokształt bardzo przyjemny dla oka. I można się paprociami ponapawać – zestaw ciekawy i różnorodny, trudno się maniakom oderwać.

OBot – no cóż… jak się człowiek rozbestwi, poprzyzwyczaja do dobrego, to potem marudzi. Może to był efekt późnoletniej zmęczonej zieleni, może braku tabliczek z nazwami, może brzydkich i nierównych asfaltowych alejek pamiętających poprzedni ustrój i łapiących za buty, może przywitania wiszącego na bramie, a może rzuconego nieprzyjemnym tonem przez panią w ogrodowej kawiarence na pytanie o coś do zjedzenia tekstu: tu się nie przychodzi jeść!, ale ogólnie ogród robi wrażenie mało przyjaznego, zaniedbanego i jest po prostu nudnawy. Może w innym czasie wygląda lepiej, ale na razie powtórki wizyty w tym akurat miejscu nie planujemy.