Dolina Baryczy to wrzucone do jednego wora Kotlina Żmigrodzka i Kotlina Milicka i łącząca je nitka Baryczy. Ten obszar kojarzy się ze stawami, karpiami i przelotami ptaków. Przyjeżdżamy tu jesienią pogapić się na ptaki. W czasie spuszczania stawów, gdy jedzenia jest pełno, można obserwować np. kilkanaście-kilkadziesiąt bielików bawiących się w powietrzu, lub tak obżartych, że nie są w stanie latać… Ale najbardziej kojarzą nam się z doliną Baryczy leniwe, letnie popołudnia. Gapienie się na wodę odstresowuje, a gapienie się na wodę, po której pomyka perkozowa z młodymi, częściowo wioząc je na grzbiecie, odstresowuje podwójnie.

Najczęściej bywamy w południowym ogonku Kotliny Milickiej, tuż za Trzebnicą. Do najbliższych hodowlanych stawów trzeba kawałek jechać, ale klimaty są podobne. Najczęściej kręcimy się w okolicy wioski kiedyś nazywanej Kleine Kammerau, potem Waldkirch (Kammerau było za mało niemieckie w 1936r.), a obecnie mieszkańcy wbrew mapom nazywają ja Komarówką. Zdjęcia z tego rejonu są oznaczone jako MM.

Poza mniej lub bardziej regularnymi wyjazdami mieliśmy swojego czasu solidną, dwuletnią dawkę, gdy robiliśmy badania lasów dla Leśnego Kompleksu Promocyjnego Dolina Baryczy (wielkie pozdrowienia dla Mareczka, Remeczka, Zygmunta i miliardów komarów). To niechcący dało nam lepszą wiedzę o rejonie, niż byśmy chcieli, ale cóż. I tak jest pięknie.

Poniżej zdjęcia z wariackiego dwudniowego wypadu w sierpniu 2005 r. Pałętaliśmy się po różnych miejscach, więc zdjęcia były deko chaotyczne. Dla św. spokoju są ułożone tematycznie i dają ogólne pojęcie o całokształcie.

Bory sosnowe – temat nie do zgłębienia. Raczej były, ale ile? Teraz to przemysłowa hodowla sosny na siedliskach lasów mieszanych lub liściastych, często z runem w postaci jeżyn do pasa. Ale są też kawałki boropodobne i przyjemne do chodzenia, borówko- i podgrzybkonośne, szkoda tylko, że runo w nich składa się z 5-10 pospolitych gatunków i nie ma śladu po podawanych przez Niemców sasankach czy widłakach.

Brzegi dróg śródleśnych w borach to konstelacje szczotlichy siwej z pojawami gatunków muraw psammofilnych. Ubogie, ale ładne. I krótkotrwałe, więc sporadyczne rozjechanie murawy robi im bardzo dobrze.

Najbardziej charakterystyczna rzecz doliny Baryczy to obłędna sieć cieków, obecnie w większości przekształconych, skanalizowanych, poprzerzucanych i będących wszędzie – podstawa istnienia stawów hodowlanych. Część jest utrzymywana, część nie bardzo i te się przepięknie naturalizują. Poza tym, że stanowią wylęgarnię komarów są siedliskiem życia różnych dziwnych ziemnowodnych i wodnych roślin.

No i korona wszystkiego – stawy. Słynny kompleks karpiowy, rozwijany od średniowiecza i cały czas powiększający (nie zawsze zgodnie z prawem) swój obszar. Zielone robi tu przez większą część roku tylko tło dla ptaków.

A między stawami groble, niektóre wyjątkowej urody.

Tam, gdzie nie zdążyli wykopać stawów, siedzą olsy – bagienne lasy olszy czarnej o specyficznej urodzie i zadziwiającej ekologii.

Obecność ludzi to nie tylko stawy. To także wsie schowane w lasach lub rozłożone przy stawach, często z bardzo ciekawą zabudową: cegła z ozdobnymi ząbkami na ścianach albo konstrukcje szachulcowe. Są jeszcze pola, a że gleby tu generalnie słabe, to kiedyś było bardzo dużo łąk. Obecnie część łąk zaorano, część pól zalesiono, część zostawiono odłogiem. Gdzieniegdzie można jeszcze trafić na żyto, czasem nawet z jakimś chwastem, ale nawet tutaj zaczyna panoszyć się kukurydza. Pewną pociechą są kanie, rosnące w dobre lata wszędzie.