Pierwszy wyjazd na Wyspy Kanaryjskie był dość przypadkowy: po bardzo intensywnym sezonie wegetacyjnym 2010 chcieliśmy pojechać gdzieś, gdzie a) będzie ciepło, b) będzie woda, c) będzie dużo piachu, d) będą góry, e) NIE BĘDZIE zielska, f) będą ryby i ogólnie dobrze nas nakarmią. No i będzie EU, żeby sobie głowy różnymi bzdetami nie zawracać i odpocząć nie wplątując się w zgrzyty kulturowe. Drogą eliminacji  padło na Fuerteventura. Raptem niecałe 5 godzin lotu z przyjemnymi widokami na puchate chmury i coraz mniejszą ilość śniegu …. i już. I przepadliśmy – w końcu to Wyspy Szczęśliwe, przynajmniej wg Pliniusza Starszego. Od tego czasu przynajmniej raz w roku jesteśmy na Kanarach, oglądamy sobie na spokojnie po kawałku zielsko (endemity!) i zabytki, napychając się kanaryjskimi ziemniaczkami, rybami, bananami, serami, sosami mojo (mojo verde ze świeżych ziół, ech…), winami i innym dobrem. Od czasu do czasu zabieramy się na wycieczki z miejscowymi przewodnikami, bo od nich można sporo ciekawych rzeczy się dowiedzieć, nie tylko turystycznych (tu serdeczne pozdrowienia dla Carmen, a także Ricardo i Stevena, z którymi spędziliśmy wyjątkowo przyjemne dni). Podstawą gospodarki jest tu turystyka – rocznie ponad 10 mln ludzików. Co ciekawe, najwięcej na sztuki jest ludzi z GB, a najbardziej widać i słychać Niemców.

Pierwszą rzeczą, pozwalającą zostawić wszystko za sobą, jest pięciogodzinny lot – do tej pory może ze trzy razy lecieliśmy tą samą trasą. W zależności od różności można obejrzeć z góry Półwysep Iberyjski, Pireneje, Alpy, niemal cały basen Morza Śródziemnego, część Afryki północno-zachodniej i inne takie.

Oraz chmury, zwłaszcza nad Europą Środkową. Przeważnie duże i grube. Ale też są ładne. A czasem się trafi slalom między burzami albo zachód słońca oglądany przez chmury.

***

Wyspy Kanaryjskie (hiszpańskie) razem z Wyspami Zielonego Przylądka (kiedyś portugalskie, teraz niepodległe), Maderą i przyległościami (portugalskie), Azorami (portugalskie) i wyspami Selvagens (formalnie portugalskie, ale dyskusyjne) wchodzą w skład Makaronezji, siedzą sobie wzdłuż zachodniego wybrzeża Afryki i wszystkie  są wulkaniczne i wyjątkowe. Same Kanary składają się z 7 głównych wysp (2 półpustynne, tzw. wyspy żółte i 5 pokrytych pierwotnie bujną wegetacją, tzw. wyspy zielone) oraz całym stadem wysepek i skał. Klimat jest przyjemnie ciepły, zwłaszcza zimą, bo latem bywa ciut za ciepło, szczególnie jak się włączy wiatr od Afryki.

Wyspy żółte to:

Fuerteventura: 1 659 km kw., 100 km od Afryki.  Stolica: Puerto del Rosario (dawniej miała kozy w nazwie, ale nie chcą o tym mówić, ani kozy, ani mieszkańcy). Najstarsza, bez czynnych wulkanów, silnie zerodowana (max. wysokość 812 m n.p.m. – Pico de la Zarza), półpustynna i najbardziej wakacyjna – niesamowite plaże we wszystkich kolorach (białe, żółte, różowawe, szare, czarne, do tego drobnoziarniste, średnioziarniste, gruboziarniste, bardzo gruboziarniste) z ciepłym morzem we wszystkich odcieniach niebieskiego. Stała populacja to ciutkę ponad 100 tys. ludzi. Gdy zaczęliśmy jeździć, jeszcze nie była bardzo zdemolowana, turystyka się rozkręcała, chociaż różnice, nie wszystkie na korzyść, widać z roku na rok. Trochę przyhamował to kryzys. Najbardziej niemiecka, sporo domów wykupili na zimowe przebywanie, część podobno mają jeszcze z nadań od czasów Franco. Posiada najwięcej bardzo zużytych, ale za to latających goło emerytów tej nacji – estetycznie momentami ciężkie przeżycie, do tego zrobienie zdjęcia bez okazów anatomicznych bywa trudne. Ciekawe, że młodych nudystów jak na lekarstwo – ganianie goło dotyczy jednostek w wieku do 2 lat (wszystkie nacje) i od ok. 65/70 w górę (bezwzględnie dominują Niemcy). Od 2009 r. cała wyspa jest rezerwatem biosfery UNESCO.

*

Przy Fuerteventura (na północ od niej) sterczy sobie jeszcze Lobos: 4,58 km kw., max. wysokość 127 m n.p.m. Nazwa pochodzi od fok (mniszek śródziemnomorskich, hiszp. nazwa lobo marino), które kiedyś były tu częste, ostatnie widywano jeszcze w XIX w., ale bardzo starannie je wybito. Podjęte próby reintrodukcji nie powiodły się. Ma automatyczną latarnię morską i rezerwat przyrody.

*

Lanzarote: 845,94 km kw., max. wysokość 670 m n.p.m. – Penas del Chache z tzw. Grzybkiem (podobno radarem NATO) na czubku.  Stolica: Arrecife, wyróżniająca się jedynym na wyspie, dość paskudnym zresztą, wieżowcem. Półpustynna, prawie w połowie pokryta lawą i innymi wytworami wybuchów ok. 300 wulkanów w latach 1730-1738. Ostatni wybuch był w 1824, wulkanizm jak najbardziej aktualny. Lawa i jej kosmiczne krajobrazy jako gówna atrakcja parku narodowego (od 1993 rezerwat biosfery UNESCO) zarabiają na turystach bezpośrednio, doliny pokryte piconem pośrednio – poprzez wino.  Reszta wyspy dodaje wakacyjnego sznytu: plaże, góry, morze. Stała populacja ok. 120 tys. ludzików, w tym był jeden z wizją: Cesar Manrique Cabrera, walczący o zachowanie specyficznego piękna wyspy i tworzący atrakcje turystyczne o dużej wartości artystycznej. Efekt: jest to jedyna wyspa, na której planowo i restrykcyjnie prowadzi się budownictwo (białe, niskie, w stylu a la kanaryjskim). Jak się kilka gmin chciało wyłamać, przegrały w sądzie, a przerośnięte hotele wysadzono. Dodatkowo wyspa zyskała komfortowe więzienie dla łapówkarzy i obecnie użycza w nim miejsc innym wyspom. Więzienie, oczywiście, jest białe z zielonymi detalami, w niskiej zabudowie i stylu kanaryjskim.

*

Z wysepek największe to tworzące archipelag Chinijo na północ od Lanzarote (więc też półpustynne)

La Graciosa: 29,05 km kw., max. wys. 266m n.p.m. Jedyna zamieszkała, teoretycznie stała populacja to ok. 700 osób, choć ostatnio są to już głównie mieszkańcy sezonowi.

Alegranza: 10.3 km kw., max. wys. 289 m n.p.m., ma latarnię morską, od pewnego czasu zasilaną bateriami słonecznymi, więc zrezygnowano z latarnika.

Montana Clara: 2,7 km kw., max. wys. 256 m n.p.m. Strefa ochronna dla ptactwa morskiego. Własność prywatna, którą parę lat temu wystawiono na sprzedaż. Co ciekawe, ma własny malutki wysięk, a właściwie wykapek słodkiej wody.

i dwie skałki liczone zaledwie w hektarach: Roque del Este (skała na wschodzie) 6,45 ha i 84 m wysokości oraz Roque del Oeste (skała na zachodzie) 1,57 ha i 41 m wysokości. Obie dość denerwują żeglarzy.

 

Wyspy zielone to:

Teneryfa (jedyna mająca własną nazwę w polskim): 2 034,38 km kw. + ok. 200 wysepeczek i skał przy brzegach. Max. wysokość  3718 m n.p.m. (Teide – chroniony z kalderą jako park narodowy i wpisany na światową listę dziedzictwa UNESCO).  Stolica: Santa Cruz de Tenerife. Prawie połowa wyspy jest objęta różnymi formami ochrony. Wulkanizm aktualny, Teide co i rusz pomrukuje, średnio raz na sto lat z kawałkiem pluje lawą, a na co dzień śmierdzi na czubku siarkowodorem. Południe półpustynne, północ z lasami laurowymi i łanami bananiarni, góra z borami sosnowymi, a kaldera i Teide to kaldera i Teide. Stała populacja nieco ponad 900 tys. ludzi, z czego ok. 600 tys. siedzi w stolicy i jej satelickich miejscowościach + rocznie ok. 4 mln turystów. Szczęśliwie ok. 70% dzikiego tłumu pozostaje w hotelach, ale te 30% wystarcza w sezonie do nieprzyjemnego zagęszczenia ludzi/m kw. Wyspa naj: największa, najludniejsza, mająca najwyższą górę Hiszpanii i najbardziej urozmaicona. Do tego wg niektórych jest pozostałością po Atlantydzie.

*

Gran Canaria: 1 561 km kw.,  max. wysokość 1949 m n.p.m. (Pico de las Nieves). Stolica: Las Palmas de Gran Canaria. Częściowo do spółki, częściowo na zmianę z Santa Cruz jest także stolicą archipelagu. Wyspa jest okrągła, z górzystym środkiem i drogami wywołującymi zawrót głowy, zwłaszcza jak trzeba serpentyną cofać do mijanki, żeby drugiego przepuścić.  Stała populacja to ponad 800 tys. ludzi. Kiedyś mieli lasy laurowe, bory sosnowe i inne takie, potem trzcinę cukrową, a teraz mają pomidorzarnie, bananiarnie, eukaliptusiarnie i spontaniczną, choć na skalę kosmiczną, hodowlę inwazyjnego afrykańskiego  szczawika Oxalis pes-caprae. Naj pod trzema względami: najbardziej zniszczona, najdroższa i najbardziej kręta drogowo.

*

La Palma: 708,32 km kw., max. wys. 2 426m n.p.m. – Roque de los Muchachos. Stolica: Santa Cruz de La Palma, ale większe jest Los Llanos de Ariadne. Stała populacja to ok. 90 tys. osób. Wulkanizm aktualny i jak najbardziej czynny, ostatni wybuch w 1971 r. Ponieważ przy okazji kolejnego wybuchu pół wyspy może spełznąć do morza wywołując gigantyczne tsunami, które zdemoluje wschodnie wybrzeże USA, jest po stałą i szczegółową kontrolą. Ze względu na florę i ogólny wygląd  zwana Piękną Wyspą (La Isla Bonita) lub Zieloną Wyspą (La Isla Verda). Mimo epizodu trzciny cukrowej nadal ma lasy wawrzynowe, bory sosnowe i masę bardzo ciekawych gatunków. Od 2002 r. całość jest objęta ochroną jako rezerwat biosfery UNESCO.

*

La Gomera: 369,76 km kw., max wysokość 1487 m n.p.m. – Garajonay. Stolica: San Sebastian de La Gomera. Ok. 20 tys. stałych ludzi. Okrągła, ze stromymi brzegami, pokryta lasami laurowymi, ma specyficzny urok. Środkowa część wyspy jest chroniona jako Park Narodowy Garajonay. Podobno z La Gomery wyruszył Kolumb szukać szlaku do Indii, zasuszyli sobie dom, z którego podobnież wypłynął (co technicznie jest dość ciekawe, ale dom ładny).

*

El Hierro: 269,76 km kw., max. wysokość 1501 m n.p.m. – Pico de Malpaso. Stolica: Valverde. Lokalna populacja ok. 10 tys. ludzi. Pokryta lasem laurowym, od 2002r. w całości chroniona jako rezerwat biosfery UNESCO. Najmniej udostępniona turystycznie i najbardziej nerwowa z wysp – oferuje regularne wstrząsy i podwodne kotłowania, w 2011 r. po serii podwodnych erupcji ewakuowano ludność i trochę ją wożono wte i wewte (lub nowocześniej w tę i we w tę). A także najbardziej na zachód wysunięta część Starego Świata, od Ptolemeusza po średniowiecze wyznaczała południk zerowy. Za nią miała być już tylko otchłań, w którą wpada ocean, oczywiście razem ze statkami, które ma na wierzchu.