Rezerwaty chronią dany kawałek środowiska w całości. A przynajmniej teoretycznie. Mają plany ochrony, stworzone po to, by jak najlepiej chronić i zachować to, co cenne. A przynajmniej teoretycznie. Każdy świadomy obywatel jest z nich dumny. A przynajmniej teoretycznie.

Praktycznie wygląda to bardzo różnie. Istnieją rezerwaty, gdzie faktycznie ekosystem jest najważniejszy, zarządzający dbają i nic złego nie ma prawa się tam zdarzyć. Ale bywało też tak, że tuż przed powołaniem rezerwatu znikał z niego cały starodrzew, zdarzało się to także już w rezerwatach powołanych i istniejących od lat – tu ukłony dla pewnej, bardzo specyficznej grupy leśników, mających w oczach liczniki kubików drewna i cierpiących okrutnie, że w/w kubiki się w rezerwatach marnują. Zdarzyło się, że rezerwat torfowiskowy został otoczony pierścieniem rowów melioracyjnych, z rozkoszną argumentacją, że przecież rowy są już poza granicą rezerwatu… Zdarzyło się, że rezerwat został wypalony w noc św. Jana, podczas świętowania sobótki przez neopogan. Różne rzeczy się zdarzały.

W województwie Dolnośląskim istnieje obecnie 66 rezerwatów przyrody, w większości utworzonych dla ochrony zbiorowisk leśnych. Być może kiedyś zamieścimy tu zdjęcia z nich wszystkich, ale na razie wrzucone są te, z którymi z różnych powodów mieliśmy coś do czynienia. Do niektórych mamy bardzo osobisty stosunek (plany ochrony, korniki, kamieniołomy i te rzeczy) niektóre zwyczajnie lubimy, bo są piękne, a dla niektórych mamy wielki szacunek ‚z racji wieku i urzędu’ , ale ich nie lubimy – te pojawią się zapewne w ostatniej kolejności, jeśli w ogóle.