Nad piargiem stoi sama rozsypująca się po bazaltowemu wychodnia, częściowo przecięta wąwozem jak z innego świata, która ma swoje własne gatunki i zbiorowiska, unikatowe w Polskich Karkonoszach (murawy nawapienne! myślałby kto!). W dolnej części trafiają się jeszcze całe zagony podejźrzona księżycowego i gatunki ziołorośli.

Zawilec narcyzowaty jest tak ładny, że ogłupia i wyłącza samokontrolę. Mały wybór z zaskakująco dużej dokumentacji zdjęciowej. Cyfrówki budzą w człowieku pazerność.

Wyższa część to już inna bajka – zaczynają się górskie murawy. A przy wysiękach dziwne kombinacje – miszmasz jak rzadko.

I tutaj sobie siedzi jedna z większych osobliwości tego miejsca: Skalnica darniowa w podgatunku bazaltowym Saxifraga moschata subsp. basaltica. Endemit Żyły Bazaltowej i takie tam.

A wyżej zaczyna się wąwóz, w którym śnieg leży do czerwca i życie jest trudne. Botanika też – rumosz jest ruchomy, śliski, skała krucha, a pogoda kapryśna.

W tym schładzanym przez wiatr, parowanie, cień, śnieg i ciemne moce miejscu wszystko jest później, z grubsza wysokimi Tatrami zajeżdża – np. pierwiosnka maleńka Primula minima kwitnie w czerwcu. To kolejna ogłupiająca roślina, której trzaska się fotki bez opamiętania.

Wyleżysko śniegowe w czerwcu jeszcze nie działa, rośliny są w trybie wyłączonym, buro i nijako, tylko łatwo w poślizg wpaść na starych, butwiejących i mokrych liściach.

Podsumowanie specyficznej fenologii Żyły Bazaltowej na przykładzie różeńca górskiego Rhodiola rosea – zdjęcia z jednego dnia

A następny dzień dał nam klimaty nostalgiczno-wkurzające – przez mgłę niewiele się dało zobaczyć, a na śliskim od wykraplającej się mgły rumoszu tylko można było zębami dzwonić.