Ostatni dzień w Karkonoszach nie był dniem, tylko kawałkiem dnia, w zależności od czasu odjazdu danego środka masowego rażenia poszczególne elementy z grupy wywędrowywały  do cywilizacji. Korzystając z chwili błogiej laby przy całkiem niezłej pogodzie (!) narobiło się zdjęć z okolic Domku Myśliwskiego, czyli w reglu górnym.

W reglu górnym siedzi sobie, miejscami bardzo gęsto, widłak jałowcowaty Lycopodium annotinum. Runo kosmate od widłaków to na Dolnym Śląsku bardzo rzadki widok, niestety, więc warto paść oczy, jak się tylko trafi okazja. A okazja trafia się właściwie tylko w Górach Izerskich i w Karkonoszach – to ostatnie miejsca w regionie, gdzie bytują naprawdę duże populacje tego gatunku.

Przyjemność pozwolenia na poruszanie się poza szlakami – wizyta w płaskiej dolinie poniżej Małego Stawu, gdzie zaskakująco, jak byle nizinna rzeczułka, meandruje Łomnica. A przy okazji ostatni rzut oka na kwitnące goryczki, owocującą całą resztę i trzeba schodzić, żeby jechać.