Ślęża jako taka to centrum Dolnego Śląska i gwarancja, że niebo nie spadnie nam na głowy. Święta góra Ślężan, widoczna z prawie każdego miejsca na Dolnym Śląsku, ściągająca wzrok i dziwną pogodę. Podobno czakram i miejsce magicznie. Jakby ktoś nie wiedział, to Ślęża wygląda tak:

Jedno jest pewne – jak się człowiek wskrobie na czubek i pogłaska pogańskiego miśka to od razu mu się nastrój poprawia i energii dostaje. Oprócz miśka jest tu sporo innych pozostałości przedchrześcijańskich, wartych zobaczenia, choć część z nich ściągnięto do Sobótki i jako eksponaty muzealne nie przemawiają tak mocno.

Botanicznie sama Ślężą nie jest szczególnie interesująca, głównie granit i gabro, czyli kwachy, czyli kwaśna buczyna, czyli mało gatunków. Ale cały Masyw to zupełnie inna sprawa.

Poza najważniejszym czubkiem ma jeszcze kilka bardzo przyjemnych pasemek od wschodu, południa i zachodu (Kamienny Grzbiet, Wzgórza Oleszańskie, Wzgórza Kiełczyńskie), a ich podstawową wartością jest to, że są zrobione z serpentynitu. Jedyne takie miejsce w Polsce – teraz już takich nie robią. A na serpentynitach siedzą paprocie serpentynitowe, murawy naserpentynitowe i dziwne dąbrowy. Też warte zobaczenia.

Bywamy tu regularnie,turystycznie, dydaktycznie i czysto rekreacyjnie, a czasem nawet zarobkowo, choć to zawsze jest czysta przyjemność 😀