Wrzosowiska Borów Dolnośląskich są piękne. I, niestety, antropogeniczne. A to powoduje, że jeśli chcemy, by były nadal piękne, a nawet więcej – jeśli chcemy, żeby w ogóle były, musimy je użytkować. Sposób użytkowania, który spowodował ich powstanie, jest nadal praktykowany na poligonie w Świętoszowie. Pechowo galopady czołgów są dość kosztowne i wymagają góry papierkowej roboty, więc trzeba znaleźć coś zastępczego. Koszenie się nie sprawdziło, bo promuje trzęślicę, na strzyżenie wrzosu przez zwierzaki hodowlane szanse są raczej marne, a jelenie ewidentnie nie dają rady, pszczelarze wycinający podrost drzew ograniczą sukcesję, ale nie odnowią wrzosu. Pozostaje sposób, który nasi sąsiedzi zza Odry stosują od bardzo dawna – wypalanie.

Wypalanie jako takie budzi w Polsce duże kontrowersje. Cały czas się trąbi (z kiepskim skutkiem), żeby nie wypalać traw. A tu nagle wypalanie jako forma ochrony?

A jednak… Pierwsze w Polsce kontrolowane wypalenie wrzosowiska odbyło się w marcu 2015 jako coroczne ogólnopolskie ćwiczenia terenowe Straży Pożarnej.  Jak głosi oficjalny komunikat LP ‚kontrolowanym pożarem objęto ponad 5 ha wrzosowisk na terenie dawnego poligonu wojskowego w Nadleśnictwie Przemków. Teren objęty kontrolowanym pożarem zabezpieczało 20 zastępów straży pożarnej oraz samolot gaśniczy Lasów Państwowych. Wypalenie przeprowadzono według wskazówek ekspertów z Niemiec, Szwecji i Hiszpanii’. Głównym podpalającym był prof.  Johann Georg Goldamer z Globalnego Centrum Monitorowania Pożarów (GFMC) i Zespołu ds. Badań nad Ekologią Pożarów z Instytutu Chemii im. Maxa Plancka (Uniwersytet we Freiburgu), a zabezpieczała całość taka ilość strażaków, sprzętu i najwymyślniejszej techniki, że nie mogło się to nie udać.

Ogień był tak rozpalany, aby szedł pod wiatr, co pozwala zachowań kontrolę nad wypalaniem. Ponadto całe wrzosowisko było dzielone na mniejsze poligony przez wypalanie granic miedzy nimi – dzięki temu lokalne ogniska samoczynnie wygasały. Widać, że w Niemczech mają to przećwiczone i dokładnie wiedzą jak prowadzić ogień, aby bez ryzyka wypalić przeznaczoną do wypalenia powierzchnię i ani cm kw więcej.

A po wypaleniu powstał kapitalny poligon doświadczalny dla biologów i nie mogliśmy takiej okazji odpuścić. Po czułą opieką RDLP stado botaników i zoologów będzie patrzeć przez najbliższe lata, co też z tego eksperymentu wyniknie.