Na początku było ich bardzo niewiele: wróble, kopciuszki, czasem sroki. Obecnie jest zdecydowanie lepiej, wyhodowane przez nas chaszcze się spodobały, dach został oswojony i corocznie przynajmniej 5 gatunków się u nas gnieździ, a zalatuje w różnych celach około 30, choć w różnej liczbie (na liczbę osobników biorąc szpaki powinny mieć swoją własną stronę, zwłaszcza w czasie dojrzewania czereśni, grrrr). Poza przyziemnymi, łażącymi po ogrodzie, mamy jeszcze ptaki podniebne czyli przelotne.

Ptaki przelotne to takie, które przelatują nam nad ogrodem bez lądowania. Głównie są to wszelkie gęsiowato-kaczkowate stwory i inne bociany, ale przez długi czas takimi przelotnymi ptakami były też jaskółki, dopóki nie nauczyły się lądować w ogrodzie i pić z poidełka pod pompą. W ten prosty sposób zmieniły kategorię i przeszły do codziennej drobnicy. Tu pozostały te niedotykalne, niebosiężne latadła, na które można popatrzyć tylko z daleka.

Oczywiście przede wszystkim są to gęsi – Anser. Nie wiadomo, które nam latają nad domem, ale czy to ważne? Tak, czy tak, taka zmaterializowana tęsknota za ciepłymi krajami nastraja melancholijnie. Nawet jeśli się wie, że te ciepłe kraje, do których odlatują na cały dzień, to pola kukurydzy nad zalewem Mietkowskim…

***

Poza gęsiami regularnie przelatują nad nami wiosną i jesienią niechlujne stada czajek Vanellus vanellus. Kiedyś na pewno uda mi się je złapać w obiektyw, a na razie okazy naziemne z wiosennych rozlewisk na polach kawałek dalej od naszego ogrodu.

***

Bardzo rzadko, za to z charakterystycznym gwizdem skrzydeł, dużo wcześniej słyszalnym, pomykają nad nami łabędzie Cygnus (pewnie olor, ale kto im dzioby w locie obejrzy?), białe, majestatyczne i nieco nierealne.

***

Regularnie prześlizgują się nad nami bociany białe Ciconia ciconia, czasem też można je przyuważyć, jak na sąsiedzkich polach pilnują traktorów lub utrudniają życie owadom. Źródłem bocianów jest ich gniazdo na kominie, będącym pozostałością po starej cegielni, a sterczącym na wschodnim początku naszej wsi –  pardon, osady. Niestety warunki dla bocianów pogarszają się z roku na rok i wyprowadzanie młodych udaje się coraz rzadziej.

***

Dość regularnie i coraz częściej śmigają nad nami kruki, żałobnie i smętnie kracząc i krkując, ale zawsze jak do tej pory udawało im się przesmykiwać w chwilach bezaparatowych. Ciekawe, kiedy znajdą cobie coś interesującego w ogrodzie i w końcu wylądują.

***

Największym i jak na razie jednorazowym przelotnikiem był młody bielik, jeszcze z burawym ogonem, który w mglisty, wyjątkowo ciemny dzień przeleciał nad nami i poleciał w stronę lotniska, wywołując panikę i jednocześnie ostrą reakcję ptasich autochtonów, a potem przycupnął na polu. Oczywiście zdjęcia są kompletnie nieostre i wyjątkowo parchate, ale dla historii.. W końcu bielik to bielik, howgh.