Z tej grupy na stałe jesteśmy my i dość regularnie goście przychodzący na grilla. Z takich mniej oswojonych elementów najbardziej lubiane są jeże, które nocami regularnie patrolują nasze włości. Tzn. ich włości. Czyli właściwie wspólne włości. Od czasu do czasu któryś wystawi nos w dzień i czasem udaje się go zdybać z aparatem.

***

Najczęstszymi ssakami są zdecydowanie nielubiane koty. Obrzydliwe sierściuchy i zmierzłe alergeny wyłapujące ptaki pod karmnikiem, brudzące wszędzie i wylegujące się w kępach kwiatów. Jeżeli kiedykolwiek zdarzy mi się coś zadusić w afekcie, to na 100% będzie to kot.

***

Dość regularnie, zwłaszcza zimą, widujemy pod płotem sarny. A czasem za płotem i co gorsza po jego niewłaściwej stronie. Próbował ktoś wygonić sarnę z ogrodu przez wąską bramę, której sarna zdecydowanie nie lubi? No właśnie…

***

I na koniec coś najrzadszego, niestety. Zwykły, szarobury zając, którego było dużo, potem nie było w ogóle, a teraz jest malutko, ale czasem go widać. A przynajmniej uszy widać, bo wystają z trawy.