Bałtyk. Nasze kiedyś piękne morze, niby tylko słonawe, raptem od 9 do 1 promila, ale zawszeć to morski piasek i fale, morszczyn i flądra, no i te emocje przy zbieraniu bursztynów. Nie mówiąc o roślinach pasa brzegowego (tam, gdzie pas brzegowy przetrwał, a nie jakieś wydziczone gabiony).

Dawno, dawno temu, gdy Bałtyk był czysty, dorsz tutejszy, a ludzie wiedzieli, do czego służą kosze na śmieci, jeździło się do Międzyzdrojów na tzw. wczasy. Potem, za czasów +/- dorosłych, ale nadal w ubiegłym milenium, co roku w wakacje zapadaliśmy na 2 tygodnie w Smołdzińskim Lesie na bardzo ascetycznym i niemal pustym polu namiotowym, porośniętym piękną murawą piaskolubną, pachnącym sosnami, z łazienką w drzymałowym wozie. Niestety, pole już nie istnieje, czego nie możemy przeboleć do dziś. Ten kawałek wybrzeża był niezwykle urokliwy, zachowany w niezłym stanie i bardzo mało ludny. Dawniej siedziało tam wojsko i wszystkich przeganiało, a dalej w czasie sięgającą konsekwencją był brak osad i infrastruktury tuż nad morzem, więc na plażę docierały osobniki zdeterminowane, zdolne łoić kilka km, żeby się nacieszyć morzem. Ale to se ne vrati. Na pamiątkę został nam sentyment do latarni w Czołpinie.

Teraz bywamy od okazji do okazji (i nigdy w czasie wakacji) w Gdańsku, w Wolińskim Parku Narodowym i w jego okolicach (te klify!), i w Słowińskim Parku Narodowym i jego okolicach (te wydmy!). Jakoś do tej pory nie dotarliśmy w rejon Kołobrzegu, co jest w sumie dość dziwne. Zdarzyło nam się podziwiać edredony w Świnoujściu, zachwycić się kobczykiem na wydmach w Słowińskim PN, zdziwić się na widok fok z nadajnikami, no i oczywiście obżerać różnorodną rybą (podobno świeżą i tutejszą, jak się przysięgali miejscowi, zwłaszcza sola i halibut, hłe, hłe). I z zachwytem wąchać kwiaty lnicy wonnej, rukwieli morskiej i wiciokrzewu pomorskiego, zależy na co się udało trafić w czasie kwitnienia. No i zawsze są jeszcze liście woskownicy i specyficzny słodko-gorzko-wierzbowy zapach wydm tuż przed wyjściem na plażę.

Najfajniej jest siedzieć i się gapić na fale, nieustannie zadziwiając się burym kolorem bałtyckich fal, ewentualnie łazić niespiesznie i zbierać nadmorskie otoczaki. Puszczanie kaczek i piszczenie piętami po piasku też ma swój urok. No i łazimy, ile się da i gdzie się da (zawsze z odpowiednimi pozwoleniami, jeśli są konieczne).

Aha, generalnie lubimy ślady przeszłości, kutry, stare domy, stare drzewa i oczywiście latarnie morskie, więc przy okazji oglądamy, co się trafi. Zwłaszcza latarnie są piękne, magiczne i bardzo nostalgiczne, nawet jeśli się wie, że tam w środku już tylko automat siedzi. Mimo wszystko mają to coś.