Przemkowski Park Krajobrazowy to, lekko kawałkami naciągając, też Bory Dolnośląskie. A do nich mam wielką słabość. Ich jedyną wadą jest to, że są tak daleko. A Przemkowski PK jeszcze dalej – przełazi aż na obce landy województwa lubuskiego. Tegoroczna wiosna, spóźniona nieprzytomnie, do tego mokra, dała taki efekt, że w trzeciej dekadzie kwietnia jeszcze prawie nic zielonego czubka nosa nie wystawiło. No, poza kilkoma nawiedzonymi wiosennymi geofitami, którym chyba było już wszystko jedno. W każdym razie łaziliśmy z Michałem (ukłony dla Michała) tocząc głodnym wzrokiem i szukając chlorofilu. Aha, jedno trzeba przyznać – wschody księżyca mają rewelacyjne, u nas takich nie robią. Podobnie jak aleje dębowe, zwłaszcza te mieszane, szypułkowo-czerwono-błotne.

Zajrzeliśmy na wrzosowiska w ‚Cietrzewiowym Uroczysku”, gdzie powitały nas stawki pełne wody po wręby, zalane sucholubne piaszczyskowe murawy (trzeba przyznać, że szczotlicha siwa oryginalnie wygląda pod wodą) i totalnie bury wrzos, który jeszcze nie planował się budzić.  Rekompensatą były łażące po wydmach oleice Meloa proscarabaeus, samice o zadziwiająco bujnych kształtach i chuchrowate samce.

Popatrzyliśmy głodnym wzrokiem na lasy, ale poza grądami i łęgami to za wiele się tam jeszcze nie działo. Żeby szczyt kwitnienia zawilców gajowych wypadał po 20.04. to już jest fenologiczny skandal! Za to żywiec dziewięciolistkowy w Buczynie Piotrowskiej zdążył się częściowo osypać, co było świństwem z jego strony.

Na na niektórych łąkach niby było widać chlorofil, ale jakiś niemrawy. A na niektórych rozciągała się równomierna burość, upstrzona a to łabędziem, a to żurawiem, a to czajką albo inną kaczką. Niestety, poza łabędziem, który nie zamierzał ruszać królewskiego kupra, wszystko inne na nasz widok zwiało w trybie przyspieszonym. Za to w ramach rekompensaty można było obejrzeć dołki po wykopanych niewypałach i zachwycić się poziomem wody na łąkach zmiennowilgotnych.

Poszliśmy rzucić okiem na stawy, ale tam też z wegetacją cieniutko, tylko mewy wykazywały olbrzymią troskę o przetrwanie gatunku, usilnie starając się o jajka.

A na koniec zajrzeliśmy do rezerwatu „Bagno Borówki”. Bagno jeszcze jest, chociaż powoli zarasta, borówki też jeszcze są. Na pewno są bobry, do tego nadakatywne. Szkoda że nie biorą się za sosny, przynajmniej byłby z nich jakiś pożytek…