Tradycyjny wyjazd z okazji końca roku akademickiego. Niestety, tylko krótki rzut oka w pędzie, czego bardzo żałujemy. Pierwsze skojarzenie: Narwiański – morze trzcin. Aż się niedobrze robi, jak się na nie patrzy. Sponsor i kosiarze potrzebni od zaraz!

Ścieżka dydaktyczna przechodzi przez koszone łąki, szuwar mannowy i pozwala z bliska popatrzeć na trzcinowisko. Załamka. Dobrze, ze kielisznika dużo, to jest na czym botaniczne oko zawiesić, bo chociaż pospolity, to ładny.

Ogłowione wierzby tworzą swoje własne światy i stanowią piękny element krajobrazu. I cóż, że antropogeniczny… A w alejach wierzbowych nieustannie trwa leniwe południe. Szkoda, że komary tego nie rozumieją i nie dają pokontemplować.

W wierzbach przy drodze siedzi sobie przyjemnie kosmaty traganek pęcherzykowaty Astragalus cicer. Na wschodzie częsty, na DSl rzadki, choć bojowo nadciąga z Opolszczyzny. Przyjemnie popatrzeć na coś tak włochatego.