Tu już było samo przyjemne. No bo być tak blisko i morza nie zobaczyć – zgroza. No, prawie morza, ale niech tam, w celach oglądawczych pognaliśmy do Orłowa. Co prawda było nieprzyzwoicie płaskie, ale meduzy pływały, kutry stały i mewy się darły, czyli wszystko było jak należy. Zignorowaliśmy molo, obejrzeliśmy galopem klif, buczyny i jakąś pogubioną gęś małą pałętającą się po okolicy.

Następny dzień przywitał nas fantastycznymi kwiatami na szybach kaszlaka – takich jeszcze nie widzieliśmy, widocznie nad morzem robią lepsze.

A po drodze podczas przebijania się przez moreny i inne takie Pomorza dopadła nas zima. Tzn. widokowo, bo temperaturowo to jakoś nie wyszło i mokro było obrzydliwie. Za to przez okno – super.